Horst D. Deckert

Meine Kunden kommen fast alle aus Deutschland, obwohl ich mich schon vor 48 Jahren auf eine lange Abenteuerreise begeben habe.

So hat alles angefangen:

Am 1.8.1966 begann ich meine Ausbildung, 1969 mein berufsbegleitendes Studium im Öffentlichen Recht und Steuerrecht.

Seit dem 1.8.1971 bin ich selbständig und als Spezialist für vermeintlich unlösbare Probleme von Unternehmern tätig.

Im Oktober 1977 bin ich nach Griechenland umgezogen und habe von dort aus mit einer Reiseschreibmaschine und einem Bakelit-Telefon gearbeitet. Alle paar Monate fuhr oder flog ich zu meinen Mandanten nach Deutschland. Griechenland interessierte sich damals nicht für Steuern.

Bis 2008 habe ich mit Unterbrechungen die meiste Zeit in Griechenland verbracht. Von 1995 bis 2000 hatte ich meinen steuerlichen Wohnsitz in Belgien und seit 2001 in Paraguay.

Von 2000 bis 2011 hatte ich einen weiteren steuerfreien Wohnsitz auf Mallorca. Seit 2011 lebe ich das ganze Jahr über nur noch in Paraguay.

Mein eigenes Haus habe ich erst mit 62 Jahren gebaut, als ich es bar bezahlen konnte. Hätte ich es früher gebaut, wäre das nur mit einer Bankfinanzierung möglich gewesen. Dann wäre ich an einen Ort gebunden gewesen und hätte mich einschränken müssen. Das wollte ich nicht.

Mein Leben lang habe ich das Angenehme mit dem Nützlichen verbunden. Seit 2014 war ich nicht mehr in Europa. Viele meiner Kunden kommen nach Paraguay, um sich von mir unter vier Augen beraten zu lassen, etwa 200 Investoren und Unternehmer pro Jahr.

Mit den meisten Kunden funktioniert das aber auch wunderbar online oder per Telefon.

Jetzt kostenlosen Gesprächstermin buchen

Kategorie: Nachrichten

Kategorie: Nachrichten

Blokady Włoch z północy na południe

Przypomnijcie sobie Solidarność: protesty gdańskich robotników portowych doprowadziły do upadku komunistycznego reżimu w Polsce.

Czy historia się powtarza? Reżim Corony bankiera Mario Draghiego, neokomunistyczna dyktatura kapitalistycznych finansistów, których jest on godnym przedstawicielem, stoi w obliczu masowych protestów od północy do południa półwyspu.

Port w Trieście rozpoczął atak na Zielony Przesmyk, port w Ankonie odpowiedział, ponadto przyłączyły się porty Ligurii, w tym wielki port w Genui, a także inne, jak Gioia Tauro i Civitavecchia u bram Rzymu: blokada portów powoduje oczywiście zakłócenia w logistyce, ciężarówki nie mogą ani wjechać, ani wyjechać, ani załadować, ani rozładować.

Dokerzy nie są jedynymi, którzy są na wojennej ścieżce. Przed fabrykami w Turynie również odbywają się silne protesty. „Tylko w tym kraju trzeba płacić za pracę, jestem tu od 32 lat, a dziś rano nie mogę wejść, bo nie jestem zaszczepiony, zabierają nam wolność“ – oburzał się pracownik Fiata Avio w Rivalta Torinese, który od rana wraz z dziesiątkami osób protestował przed bramą nr 10 zakładu lotniczego przeciwko obowiązkowej Zielonej Przepustce.

„Praca jest prawem, testy bezpłatne“ – czytamy w jednym z manifestów robotniczych. „U nas w kraju też są ludzie zaszczepieni, tłumaczą, ale my już nie wierzymy w ten rząd. Obywatele są wściekli, przemoc nigdy nie jest usprawiedliwiona, ale naprawdę nie możemy już dłużej tego znosić. Zachwiali fundamentami, art. 1 Konstytucji, zapominając, że ludzie żyją z pracy.“

Kierowcy ciężarówek, inni pracownicy, zwykli obywatele i wielu studentów przyłączyło się do demonstracji wszędzie: we Florencji, w Turynie, w Mediolanie przed sądem, uniwersytetem i siedzibą państwowej telewizji RAI, w małych miastach i w stolicy Rzymie na Circus Maximus. Prefektury i policja były w pogotowiu. Inicjatywy wymierzone w Zieloną Przepustkę mają miejsce „przed wejściami do firm oraz na lotniskach, w portach, na przejściach drogowych, autostradach i na kolei, a ich celem jest spowodowanie niedogodności, które mogłyby utrudnić regularność usług i działalności produkcyjnej“, napisało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego w okólniku.

Wszystkie oczy zwrócone są na pracowników portu w Trieście, którzy odrzucili rządową ofertę bezpłatnych badań: 40% z 950 pracowników nie jest zaszczepionych i będą blokować operacje od dzisiaj do czasu zniesienia przepustki zdrowotnej. Tymczasem krajowe stowarzyszenie włoskich firm transportowych Trasportiunito ogłosiło, że „zabraknie około 80.000 kierowców ciężarówek i innych pojazdów w 98.000 firmach“. Związki zawodowe transportowców wyliczają liczby, które, jeśli się potwierdzą, doprowadzą do paraliżu całych sektorów, nie tylko logistyki. Zielona Przełęcz doprowadzi do katastrofy gospodarczej, twierdzi związek zawodowy Serviziounito. Wyższe koszty będą wynikać z braku wydajności zawieszonych kierowców, których nie można zastąpić z powodu braków kadrowych. Może to również prowadzić do „opóźnień w dostawach, około 320 000 godzin dziennie więcej niż wynosi dzienna norma“. Ze swojej strony związek Coldiretti podkreśla, że „85% transportu komercyjnego we Włoszech odbywa się drogą lądową, a zatrzymanie ciężarówek i tirów naraża na szwank wydatki Włochów. Dotyczy to zwłaszcza najbardziej łatwo psujących się produktów, takich jak mleko, owoce i warzywa, które nie mogą trafić na sklepowe półki“.

Sytuacja jest również krytyczna w transporcie publicznym, gdzie odsetek nieszczepionych pracowników wynosi od 10 do 20%.

Ucierpiał również sektor rolniczy: Działalność rolnicza jest związana z cyklami sezonowymi i nie może być przerwana, a na polach jest co najmniej 100 000 nieszczepionych pracowników rolnych.

Paszport zdrowotny wywołuje również poruszenie wśród karabinierów, włoskich żandarmów: ponad 5.000 z nich nie jest zaszczepionych. Nowy Związek Karabinierów (NSC) krytykuje fakt, że żołnierze bez paszportu zdrowotnego są zmuszani do opuszczenia miejsca zakwaterowania w koszarach. Na stronie związku na Facebooku napisano: „Wszystkim karabinierom przebywającym w koszarach nakazano opuszczenie akademików, jeśli nie posiadają Zielonej Przepustki do północy“. „Dowództwo Generalne najwyraźniej wydało mieszkańcom pokoi rozkaz ich opuszczenia, przyrównując zakwaterowanie do miejsca pracy“ – dodał związek, który podkreślił, że „żaden dekret nigdy nie narzucał takiego środka, co było bezprecedensowe w historii armii“. Oprócz tych karabinierów jest jeszcze około 7000 policjantów, którzy nie zostali zaszczepieni. Są to siły policyjne, których rząd potrzebuje do egzekwowania swojego paszportu zdrowotnego.

Po raz pierwszy włoskie siły powietrzne demonstrują przeciwko Zielonej Przepustce: SIAM (Union Aeronautica Militare) ogłosiła pierwszy historyczny „sitting-in“ w historii lotnictwa u bram bazy wojskowej Sigonella o 7 rano w piątek 15 października 2021 r. przeciwko zobowiązaniu do „płatnej“ Zielonej Przepustki.

Jeśli szef włoskiego rządu Draghi, były numer jeden Europejskiego Banku Centralnego, „jedna z najbardziej wpływowych postaci światowego rządu na usługach ‚Grand Reset‘ “, jak przypomina blog Le courrier des stratèges, nie chce iść na ustępstwa, to dzisiejszy dzień jest bardzo ryzykowny i może go skłonić do ustępstw: We Włoszech właśnie rozpoczęła się społeczna i antysanitarna agitacja na rzecz przepustek.…

Źródło: MPI


Haltungsnote Eins plus: Heike Makatsch und die Vielfalt

Heike Makatsch (Foto:Imago)

Das neue Verständnis von Vielfalt, demzufolge die moderne Gesellschaft einem möglichst streng gequotelten Mix verschiedener Identitäten und Merkmalsträger zu entsprechen hat, gemäß politisch-woker Rezeptur nach Geschlecht, Hautfarbe bzw. Pigmentierung, Abstammung, Religion, Alter und weiteren Oberflächlichkeiten, die in einer aufgeklärten Welt längst keine Rolle mehr spielen sollten: Für deutsche Kulturschaffende gehört es in diesen Tagen nicht nur zur weltanschaulichen Grundausrichtung, sondern ist auch zwingende Berufs- und Karrierevoraussetzung; in dieser Hinsicht mindestens ebenso wichtig wie der Impfpass und Distanzierungsnoten von Querdenkern.

Die „moderne Zuwanderungsgesellschaft“, jene begriffliche Endstufe eines xenophilen Wahns, der sich mit nationalem Selbsthass verpaart, ist längst zur fixen Idee eines elitären Milieus der Kreativen geworden. Die streng positiv-rassistische Brille auf der Nase, legen Schauspieler, Künstler und Feuilletonisten heute ihren Betrachtungsschwerpunkt mit derselben Inbrunst auf Exotik und „Diversität“, mit der sich ihre Vorgänger drei Generationen früher, in Zeiten der Reichskulturkammer, auf arische Reinrassigkeit fixierten: Immer stramm auf dem Kurs der Mehrheitsgesellschaft (ehemals „Volksgemeinschaft“), konform zur Erwartungshaltung der tragenden Institutionen und der vorherrschenden Narrative oder Ideologien.

Positivrassistische Brille auf der Nase

Gelegentliche Haltungsbekundungen erweisen sich damals wie heute als nützlich und überlebenswichtig, um sich das systemische Wohlgefallen der dominierenden Seilschaften zu erhalten und das TÜV-Siegel der moralischen Unbedenklichkeit von Zeit zu Zeit zu erneuern. Für künftige Jobs, Aufträge und Engagements kann so etwas, gerade in Zeiten von „#allesdichtmachen“ oder „#allesaufdentisch„, Wunder wirken. Wer will schon enden wie Nena oder Jan-Josef Liefers. Selbst in Lockdown-Zeiten mussten die servilsten Domestiken der „Zivilgesellschaft“ keinen Hunger leiden. Der Linksstaat lässt seine Vasallen nicht im Stich.

Wie man es im besten Deutschland aller Zeiten des Jahres 2021 clever und richtig anstellt, das beweist aktuell Heike Makatsch: Passend vor ihrer Rückkehr zum Mainzer „Tatort“ als „Ellen Berlinger“ attestiert sie der deutschen TV-Branche, beim Thema Diversität „auf dem richtigem Weg“ zu sein. Kürzlich sei ihr beim Deutschen Filmpreis wieder aufgefallen, so Makatsch, „wie ernst das Thema Diversität da genommen wurde„. Dies habe sie „positiv überrascht„. Denn, so die Schauspielerin wörtlich: „Es war eine Freude, dass Menschen, die nicht dem deutschen Stereotyp entsprechen, auf der Bühne standen und gezeigt haben, wie sie unsere Film- und Kulturlandschaft bereichern.“ Gut gebrüllt, LöwIn… Haltungnote 1 mit Sternchen! Wenn dafür nicht noch ein paar mehr Hauptrollen drin sind.

Geht es noch selbstentlarvender? Wer alleine schon vom „deutschen Stereotyp“ spricht und das in möglichst pejorativer, ja abfälliger Form, reproduziert damit dieselbe absurd vordergründige, etikettierende und schubladenhafte Sichtweise auf Menschen, die gemeinhin den angeblich allgegenwärtig lauernden völkischen Rechtsextremen und Rassisten vorgeworfen wird. Er kommt lediglich zu anderen Bewertungen – eben ganz nach jeweiligem Gusto des Zeitgeistes. Die schauderhaften Stanzen und Schablonen, in denen Makatsch („Ich laufe auch öfters bei Fridays For Future mit„) zu denken scheint, offenbaren eine Mixtur aus Realitätsverweigerung und klischeehaften Vorurteilen von anno dunnemals. Anscheinend ist diese Schauspielerin bei ihrer politischen Sozialisation in den frühen 1980er Jahren stehengeblieben, wenn sie ernsthaft äußert, man wolle heute „nicht nur das vorgelebt bekommen, was sich die Christliche Union mal unter Familie vorgestellt hat„.

Neue Familienbilder

Keine Sorge, Heike: Wir bekommen bereits Tag für Tag das genaue Gegenteil davon vorgelebt, und dieser Trend wird sich fortsetzen: Großfamilien, traditionelle Rollenbilder mit treuen, unterwürfigen und bedeckten Frauen, tagtägliche (Gruppen-)Vergewaltigungen, gelegentlich der eine oder andere „Ehrenmord“ – und dazwischen bunte Tupfer von aggressiv vermarkteter Transidentität und Queerness. Denn leider bildet sich die neue „Vielfalt“ nicht nur in Potemkinschen Blasen und Gesinnungsnabelschau-Happenings ab, wie etwa Parties des Deutschen Filmpreises oder Deutschen Fernsehpreises, auf denen sich die konformistische Créme feiert – wenn sie sich nicht gerade an den Zitzen der Filmförderung oder öffentlich-rechtlichen Zwangsgebühren sattsaugt. Sondern sie begegnet uns in ganz anderer, aufschlussreicherer Weise: In den Niederungen des realen Lebens (auch wenn die selbstbeweihräuchernde linksintellektuelle Bohéme mit diesen eher weniger Berührungspunkte hat).

Wer sich die von Makatsch bejubelte „Diversität unseres Alltags“ auf der Frankfurter Zeil, im Görlitzer Park, am Saarbrücker Saarufer, in der Stuttgarter Innenstadt oder in den clankontrollierten No-Go-Areas des Ruhrgebiets antut, erhält eine etwas andere Sicht auf „das ganze Spektrum des menschlichen Lebens und der Möglichkeiten, wie eine Biografie ablaufen kann“ (Makatsch). Aus dem Paralleluniversum der künstlerischen Haltungs-Brahmanen heraus, deren Karriere umso steiler verläuft, je lauter sie für Buntheit, Seenotrettung und Klimaradikalismus klappern, ist der Blick darauf zum Glück verstellt.

Asylbewerber an der Grenze zu Polen: Einem Polizisten platzt der Kragen und er packt aus

Asylbewerber an der Grenze zu Polen: Einem Polizisten platzt der Kragen und er packt aus

Nach einem Insider-Bericht eines Polizisten hier meldete sich ein Bundespolizist, dem der Kragen platzt: Er berichtet von den Zuständen an der polnischen Grenze – wegen Personalmangel müssen sogar Reviere geschlossen werden, die angeblichen Zurückweisungen von Asylbewerbern gibt es nicht.

Der Beitrag Asylbewerber an der Grenze zu Polen: Einem Polizisten platzt der Kragen und er packt aus erschien zuerst auf reitschuster.de.

Erschütternde Doku: Betroffene schildern ihr Leben mit Corona-Impfschäden

Erschütternde Doku: Betroffene schildern ihr Leben mit Corona-Impfschäden

Eine neue Video-Doku beleuchtet die schweren Impf-Schicksale von vier Menschen. Sie oder ihre Liebsten vertrauen den Heilsversprechen der Obrigkeit zur Corona-Impfung. Nun müssen sie die schrecklichen Folgen tragen: Sie gehören zu den vielen Menschen, die teils schwerste Nebenwirkungen erleiden mussten. Noch Monate später laborieren sie an den Folgen. Mit ihren Problemen fühlen sie sich alleingelassen. Nun werden sie vor den Vorhang geholt.

  • Halbseitige Taubheit, nicht leistungsfähig: Monatelange Pilgertour von Arzt zu Arzt
  • Laut DDr. Schubert trauen sich viele Ärzte nicht, die Verbindung zu sehen
  • Arzt beschwichtigte vor Impfung: Dame hatte bald schwere Brust-Schmerzen
  • Mann mit ärztlich bestätigtem Impfschaden wird von Behörden im Kreis geschickt
  • Vater starb nach Impfung: Frau spürt, dass die Ärzte keine Aufklärung wollen
  • Anwältin Mag. Steindl moniert: Kampf um Gerechtigkeit oft beschwerlich
  • DDr. Fiala erläutert: Immunsystem attackiert gesunde körpereigene Zellen
  • Anwalt Dr. Brunner erklärt über welche Dinge ein Impfarzt aufklären muss

Die bewegende Doku entstand mithilfe der Initiative für evidenzbasierte Corona-Information (ICI) und wird durch die fachliche Einschätzung von Experten bereichert. Die Mediziner DDr. Christian Schubert und DDr. Christian Fiala sowie die Grundrechte-Anwältin Mag. Andrea Steindl geben ihre Expertise zum Besten. Das Herzstück sind aber die persönlichen Geschichten der Betroffenen. Ihr Leben wurde infolge der nur bedingt zugelassenen Gen-Spritzen über Nacht quasi auf dem Kopf gestellt.

Werbung


Null Leistungsfähigkeit, Hörsturz, halbseitige Lähmung

So etwa das Schicksal einer Tirolerin, die seit Monaten von einem Arzttermin zum Nächsten muss. Eigentlich hatte sie bereits im März des Vorjahres eine Corona-Infektion. Als Altenpflegerin ließ sie sich trotzdem auf die Impfung ein. Schon bald nach der Verabreichung des Serums fiel ihr auf, dass ihre Leistungsfähigkeit schwand. Die sportliche Frau merkte bereits kurz nach der Impfung, dass sie keine Ausdauer mehr hatte.

Etwa zwei Monate nach der Impfung bekam sie plötzlich Kopfschmerzen bei einer Wanderung mit ihrer Familie. Es war nur der Anfang einer langen Leidensgeschichte. Weiter ging es mit einem Taubheitsgefühl, zuhause bekam sie einen Hörsturz. In der Nacht verschlimmerte sich alles: „Um Mitternacht bin ich munter geworden und habe bemerkt, es stimmt etwas mit mir nicht.“ Ihre ganze rechte Seite war taub – sie ließ sich von der Rettung ins Krankenhaus bringen.



Ärzte: „Wir haben so etwas noch nie gesehen“

Man findet tatsächlich eine Läsion im Kleinhirn – doch die Ärzte sind sich nicht sicher. Mal tippen sie auf einen Hirntumor, mal auf Vorzeichen Multipler Sklerose. Danach schickt man sie weg, bei der Kontrolle jeweils sieben Wochen später gibt es nie gute Nachrichten. Man versucht, ihr alle möglichen Medikamente zu verabreichen: Psychopharmaka, Cortison, Antibiotika.

Und immer wieder sagen die Ärzte, dass sie eigentlich keine Ahnung haben: „Wir wissen nicht, was das ist, wir haben so etwas noch nie gesehen.“ Langsam kommt ihr der Verdacht, es könnte mit der Corona-Impfung zu tun haben. Doch immer wieder verneinen alle Ärzte. Erst bei der letzten Untersuchung Ende September stritt ein Arzt dies nicht mehr pauschal ab.

Screenshot: ICI / Vimeo

Ärzte wollen sich Verantwortung wohl nicht eingestehen

Dieses Ausschließen ist laut dem Neuroimmunologen Dr. Christian Schubert für die Ärzte auch eine Art Selbstschutz: Mediziner, die eigentlich helfen wollen, würden sich nicht eingestehen, dass sie womöglich etwas verabreicht hätten, das zu schweren Schäden führte. Sie stellten die Verbindung oft gar nicht her. Noch viel weniger würden sie in der Folge die Pharmaindustrie und den Staat anprangern. Übrigens: Jenen, die den Mut aufbringen, das Schweigen zu brechen, droht oft knallharte RepressionWochenblick berichtete.

Screenshot: ICI / Vimeo

Impf-Arzt beschwichtigte: Nun üble Nebenwirkungen

Schockierend ist auch die Geschichte einer weiteren Dame. Sie war laut eigener Aussage vor der Impfung „pumperlgesund“ – hatte aber immer schon Angst vor Corona. Sie vertraute den Nachrichten und den Medien. Folglich dachte sie, sie brauche die Impfung. Ihre Astra Zeneca-Impfung – eigentlich nicht das Vakzin ihrer Wahl – bekam sie wenige Tage nach dem Todesfall einer Krankenschwester in Niederösterreich. Doch sie ließ sich vom Impf-Arzt einkochen. Der sagte, es könnte nur leichte Nebenwirkungen geben, die nach wenigen Tagen wieder vergingen. Eine weitere Aufklärung bekam sie nicht.

Nur fünf Stunden nach der Impfung bekam sie Schüttelfrost und Fieber. Zwei Tage nach der Impfung gesellte sich ein plötzlicher Druck in der Brust dazu. Als sie zum Hausarzt ging, brach sie auf dem Weg zusammen. Sie wies den Hausarzt auf den zeitlichen Zusammenhang zur Impfung hin, doch der beschwichtigte: Die Nebenwirkungen würden abklingen. Monate später ist nichts abgeklungen, der Körper hat weiter abgebaut, sie hat über 5 Kilogramm verloren. Inzwischen diagnostizierten ihr Mediziner einen möglichen Vorderwandinfarkt am Herzen. Sie muss nun täglich Herztabletten schlucken. Die offizielle Diagnose lautet nun auf die Nebennieren-Fehlfunktion Morbus Addison – in Kombi mit einem „Long Covid“-Syndrom.

Screenshot: ICI / VImeo

Mit Impf-Schaden von Pontius zu Pilatus

Der dritte Fall ist ebenfalls schockierend. Ein etwa 60 Jahre alter Herr – in seinem Beitrag anonymisiert – war nach der Impfung müde. Wenige Tage später bekam er schwere Rückenschmerzen. Nach einer Kontrolle im Krankenhaus stellten sich seine hohen Entzündungswerte als beidseitige Lungenembolie und Lungenentzündung heraus. Zumindest in seinem Fall notierte auch die Oberärztin, dass es sich um eine Folge der Impfung handelt. Sie stellte auch weitere Untersuchungen an. Diese wiesen nach: Er hatte zuvor kein erhöhtes Thrombose-Risiko. Insgesamt 10 Wochen verbrachte der Mann im Krankenstand, er spürt die Nachwirkungen weiter deutlich. Er spricht von einem immensen Zittern am ganzen Körper, auch im Ruhezustand. Er kommt häufig außer Atem, ist kaum noch belastbar, hat ständig Kreislaufprobleme.

Sein Fall zeigt allerdings gerade den Amtsschimmel auf, der für Betroffene zermürbend ist. Als sich der in Oberösterreich lebende Herr in Linz bei der zuständigen Stelle in Linz meldete, verwies man ihn nach Wien. Dort schickte man ihn zum Bundesamt für Sicherheit im Gesundheitswesen (BASG), von dort weiter zur Patientenanwaltschaft. Als nächstes sollte er die AGES konsultieren, die dann die Zuständigkeit des Landes bestätigte. Von Pontius zu Pilates und wieder zurück – und kein Ende in Sicht. Denn nun sollte er sich bei einer Sozialministeriumsabteilugn in Tirol melden, die ihm eine Liste an nachzureichenden Unterlagen schickte. Darunter falle etwa die gesamte Krankenakte seit Kindheitstagen. Der Betroffene hat keine Ahnung, wo er diese Daten auftreiben soll.

Screenshot: ICI / Vimeo

Steindl im Kampf um die Gerechtigkeit

Gerade diese beiden Fälle sieht Anwältin Mag. Steindl als beispielhaft für den Kampf um Gerechtigkeit für Betroffene. Im Fall der Dame, die nun an Morbus Addison leidet, riet sie zuerst, gegen den Impfarzt vorzugehen. Immerhin habe dieser ja beschwichtigt. Aber bis der Schadensersatzprozess geführt werden kann, stehen einige Hürden an. Denn die Rechtsschutz-Versicherung der Dame verwies auf ihren Katastrophen-Ausschluss, der bei Covid-19- bzw. Impf-Folgen schlagend würde. Nun müsse man sogar die Deckung einklagen. Steindl unterstützt ihre Mandatin nach Leibeskräften.

Insgesamt arbeiten sie und Kollegen der Anwälte für Aufklärung (AfA) gemeinsam mit den Menschen an der Haftungsfrage. Jedenfalls zur Verantwortung gezogen werden soll dabei der impfende Arzt. Ideal wäre es freilich, wenn man auch die Impfstoff-Hersteller belangen könnte. Doch diese hätten sich in ihren Verträgen mit den Staaten abgesichert. Ein Anspruch nach dem Impfschaden-Gesetz ist zwar möglich, könne aber nie alles abdecken. Bestenfalls könne man sich danach eine Rente einklagen oder die Übernahme von Behandlungskosten. Einen Rechtsanspruch auf Schadensersatz sieht das Gesetz aber nicht vor.

Screenshot: ICI / Vimeo

Vater starb nach Impfung: Aufklärung nicht erwünscht?

In der letzten Geschichte erzählt eine Dame von ihrem 78-jährigen Vater, der in einem Pflegeheim in Salzburg lebte. 17 Tage nach seiner zweiten Impfung starb er plötzlich an einer Lungenentzündung. Weil er viele Vorerkrankungen habe, hatte sich die Tochter bereits Sorgen gemacht, ob er eine Corona-Impfung gut überstehen würde. Sie teilte ihren Brüdern mit, dass sie diese nicht für förderlich hielt. Diese entschieden sich aber dafür, ihn doch anzumelden Danach wurden sie vom Heim völlig geschnitten. Dort kommunizierte man nicht mehr zu Terminabsprachen – sondern ließ den greisen Mann einfach zweimal impfen. Man stellte die Familie vor vollendete Tatsachen.

Die Dame konnte sich letztlich nicht mehr von ihrem Vater verabschieden. Nur wenige Stunden vor seinem Ableben rückten Mediziner mit der Info über eine schwere Lungenentzündung heraus. Die weiteren Geschehnisse um seinen Tod findet sie ebenfalls seltsam. Denn in der Folge gewann sie den Eindruck, dass die Ärzte nicht an der Aufklärung interessiert seien. Als sie nachhakte, ob es mit der Impfung zu tun haben könne, behauptete der Impfarzt fälschlicherweise, es gäbe keine Todesfälle beim Pfizer-Impfstoff. Wenn sie das nicht glaube, müsse sie den Leichnam ihres Vaters ausgraben lassen und untersuchen lassen. Ein unfassbar pietätloser Ratschlag.

Screenshot: ICI / Vimeo

Immunsystem schießt auch gegen gesunde Zellen

Menschen die plötzlich sterben oder zumindest schwere Nebenwirkungen erleiden, oft obwohl sie zuvor gesund schienen – es wirkt unerklärlich. Für den kritischen Mediziner DDr. Fiala liegt das an der Wirkung der neuartigen Impfstoffe, insbesondere am sogenannten Spike-Protein. Hier werde die überlebensnotwendige Grenze zwischen körpereigenen und körperfremden Stoffen aufgehoben. Denn bei den mRNA-Impfungen sollen gesunde, körpereigene Zellen ein Protein kreieren, das die Immunabwehr als Fremdkörper erkennt. Es werden also nicht einfach Antikörper gebildet, sondern der Körper begehe quasi „Friendly fire“. Also wie ein Soldat, der andere Soldaten der eigenen Seite abschießt. Im Ernstfall werden dabei auch gesunde Zellen attackiert. 

Screenshot: ICI / Vimeo

Anwalt Dr. Michael Brunner, ebenfalls ein Gründungsmitglied der Anwälte für Aufklärung und des ACU-Austria (Außerparlamentarischer Corona-Untersuchungsausschuss), erinnert an die ärztlichen Pflichten: Der Arzt müsse vor einer Impfung aufklären. Eine „umfassende Aufklärung“ beinhalte den Hinweis auf die bedingte Zulassung der Impfung, die fehlenden Studien zur Wirksamkeit und zum Risiko/Nutzen-Verhältnis, zur Fertilität oder zu Wechselwirkungen.

Screenshot: ICI / Vimeo

Das könnte Sie auch interessieren:

Weiterlesen: Erschütternde Doku: Betroffene schildern ihr Leben mit Corona-Impfschäden

Green Pass: 2 Millionen Italiener verlieren ihren Arbeitsplatz

Am kommenden Montag werden 2 Millionen Arbeitnehmer zu Hause bleiben müssen, weil sie nicht in der Lage sind, den verbleibenden Zeitpuffer zu nutzen, um den verpflichtenden Green Pass zu erhalten. Nach Schätzungen der Regierung gibt es 3 Millionen Arbeitnehmer ohne Green Pass, das sind 13 % der Beschäftigten in Italien.

Menschen, die, um bis Ende des Jahres einen Job zu erhalten, alle zwei Tage die Prüfung für den Green Pass ablegen müssten. Gegenwärtig ist das Angebot viel geringer: Gestern wurden beispielsweise nur 506.000 Abstriche gemacht.

Geht man von einer Produktivitätssteigerung der Apotheken und Einrichtungen aus, die diese Tests durchführen, könnte die Gesamtzahl übermorgen auf 700.000 ansteigen, was zusammen mit den mehr als 300.000 Personen, die aus gesundheitlichen Gründen keine Bescheinigung benötigen, 2 Millionen Menschen ohne Pass ausmachen würde.

Quelle: VoxNews


Italien: Kapitän wegen Rückführung geretteter Migranten nach Libyen zu einem Jahr Gefängnis verurteilt

Ein Gericht von Neapel hat am Mittwoch, den 13. Oktober, einen italienischen Kapitän verurteilt, weil er gegen internationales Recht verstoßen habe, indem er 2018 etwa 100 Migranten, die in Libyen aus Seenot gerettet wurden, an Bord des Offshore-Unterstützungsschiffs (OSV) Asso Ventotto nach Libyen zurückgebracht hat, wo ihre Rechte bedroht waren.

Die Richterin verurteilte ihn wegen Vernachlässigung von Minderjährigen und schutzbedürftigen Personen zu einem Jahr Gefängnis, sprach ihn aber vom Vorwurf des Machtmissbrauchs frei, wie die italienische Zeitung Avvenire berichtet. Am 30. Juli 2018 hatte der Betreiber des Schiffes Augusta Offshore mit Sitz in Neapel, mitgeteilt, dass die Asso Ventotto einen Anruf von der libyschen Küstenwache erhalten hatte, um Flüchtlinge in einem Schlauchboot zu retten, das fast eine Meile von der Ölplattform Sabratha nördlich von Tripolis entfernt war, auf der das Schiff operierte.

„Die italienische Staatsanwaltschaft sagte jedoch, dass die Anweisung, die Migranten zurück nach Tripolis zu bringen, von der Ölplattform und nicht von der Küstenwache kam, und dass die Besatzung die Migranten weder identifiziert noch ihren Zustand oder ihren möglichen Asylantrag überprüft hat“, so die italienische Agentur AP und wies darauf hin, dass libysche Häfen nach internationalem Recht nicht als sichere Orte gelten.

Quelle: Le marin


Die Berner Polizei machte den Bahnhofplatz zum Freiluftgefängnis

Mehrere hundert Demokraten beabsichtigten am vergangenen Donnerstagabend in der Stadt Bern gegen die repressiven Massnahmen des Bundesrates zu demonstrieren. Doch weit kamen sie nicht. Bereits beim Bahnhof kesselte ein Grossaufgebot der Berner Kantonspolizisten ein Teil der Demonstranten ein. Die Ordnungshüter sperrten mit ihren Transportfahrzeugen den Bahnhofplatz ab, um die Menschen an der «Flucht» zu hindern.

Rund drei Stunden lang dauerte der Freiheitsentzug, wie eine Videoreportage von Bittel-TV zeigt. Ein Videoausschnitt verdeutlicht, wie Menschen gehindert wurden, den Bahnhof zu verlassen. In einem weiteren Video (ab Min. 3:07:20) wird ersichtlich, wie Polizisten einen gefesselten Mann am Boden entlang zogen. Die Polizisten setzten auch laut bellende Polizeihunde ein. Auch unter den Teilnehmern gab es vereinzelte Provokateure.

Gemäss Medienmitteilung der Berner Kantonspolizei hätten sich nach «erneuten und teils gewaltbereiten Aufrufen» am Donnerstagabend Personen beim Bahnhof Bern versammelt. «Zahlreiche Demonstranten wurden für Kontrollen in polizeiliche Räumlichkeiten gebracht, mehrere hundert Personen vor Ort kontrolliert und bis am Freitagmorgen weggewiesen», schreibt die Kantonspolizei. Das Fazit der Kantonspolizei auf Twitter:

Guten Morgen. Der Einsatz nach teilweise gewaltbereiten Aufrufen zur unbewilligten Kundgebung in #Bern dauerte bis in die Morgenstunden. Bilanz bisher: 534 Personenkontrollen, 510 Wegweisungen, rund 2 Dutzend Anzeigen, Ermittlungen dauern an.

— Kantonspolizei Bern (@PoliceBern) October 15, 2021

Die in den Meldungen mehrmals erwähnten «teils gewaltbereiten Aufrufe» kann die Berner Polizei weder verlinken noch näher benennen. Corona-Transition wollte vom verantwortlichen Kommandanten der Berner Kantonspolizei, Stefan Blättler, wissen, wieso die Demonstranten beim Bahnhof rund drei Stunden lang eingekesselt wurden.

Uns interessierte, auf welche gesetzliche Grundlage sich die Kantonspolizei bei dieser einmaligen Zwangsmassnahme stützte. Auch verlangten wir eine Begründung für die Gewalt, welche einzelnen Teilnehmern zugefügt wurde, des Weiteren wollten wir wissen, ob politischer Druck auf das Kommando der Kantonspolizei ausgeübt worden sei. Geantwortet hat uns Blättler nicht, dafür die Mediensprecherin Jolanda Egger. Sie schreibt:

«Gerne verweisen wir Sie im Zusammenhang mit Ihrer Anfrage auf unsere veröffentlichte Medienmitteilung sowie auf Twitter. Über diese Kanäle haben wir sowohl gestern bzw. in der Nacht als auch heute Morgen öffentlich zum Einsatz informiert. Was das polizeiliche Handeln angeht, ist es ganz allgemein so, dass sich dieses unter anderem auf das kantonale Polizeigesetz stützt.»

Auf erneute Nachfrage von Corona-Transition, mit welchem konkreten Artikel im Bernischen Polizeigesetz (PolG) dieser Einsatz legitimiert werden könne, antwortete Egger:

«Das kantonale Polizeigesetz regelt die Aufgaben der Kantonspolizei Bern, zu denen insbesondere die Gewährleistung der öffentlichen Sicherheit und Ordnung gehört. Wir verzichten darauf, einzelne Gesetzesartikel hervorzuheben. Unsere Antwort betrachten wir hiermit als abschliessend.»

Kommentar Corona-Transition

Die wenig aussagekräftige Antwort der Kantonspolizei lässt darauf schliessen, dass es den entsprechenden Artikel, der einen solch verfassungswidrigen Einsatz rechtfertigen könnte, im kantonalen Polizeigesetz gar nicht gibt. In der Bundesverfassung, dem höchsten Gesetz in der Schweiz, gibt es hingegen Grundrechte: Die Meinungs- und Versammlungsfreiheit (Art.16 und 22 BV).

Für die Kantonspolizei Bern scheinen diese Grundrechte allerdings nicht mehr zu gelten. Obschon die Polizistinnen und Polizisten mit der Vereidigung einen Schwur auf die Verfassung geleistet haben. Auch sonst herrscht eine Doppelmoral vor. So gilt die Zertifikatspflicht für die Polizei beispielsweise nicht (wir berichteten).

Auffällig ist zudem, dass die Verantwortlichen bei Medienanfragen stets abwesend sind. Auch zur letzten Demo in Bern wollte Blättler gegenüber Corona-Transition nicht Stellung nehmen. Gemäss Mediensprecherin Egger sei Kommandant Blättler wegen Abwesenheit nicht in der Lage gewesen, auf unsere Fragen einzugehen.

Warum die Impflobby jetzt wieder dringend die Grippe braucht

Warum die Impflobby jetzt wieder dringend die Grippe braucht

wieler_impflobbyist.jpg

Von DR. GERD REUTHER | Schon immer erkranken Menschen, wenn sich Temperatur und Luftfeuchtigkeit schnell ändern. Schnupfen, ein rauer Hals und Abgeschlagenheit hat bis zum Jahr 2020 nur selten jemand aus der Fassung gebracht. Natürlich konnte man auch ernstlich krank werden, aber Gevatter Tod betrieb sein Geschäft nur selten mit der Grippe. Angst und Horror […]

Hrvatski Suverenisti: „Chcemy suwerennych narodów, które słuchają woli swoich obywateli“

Rozmowa z Marko Milanovićem Litrem, posłem Chorwackich Suwerenistów (Hrvatski Suverenisti) i przewodniczącym Inicjatywy Obywatelskiej na rzecz Referendum w sprawie Euro

Chorwaccy suwerenniści wzięli udział w wyborach parlamentarnych w 2020 roku w koalicji z Ruchem Ojczyzny i zdobyli 12% głosów i 16 miejsc w Saborze (chorwacki parlament).

Dwa tygodnie temu, 3 października, obie partie połączyły się z Niezależnymi dla Chorwacji (Neovisni za Hrvatsku) z 3 deputowanymi i Pokoleniem Odnowy (Generacija Obnove). Nowa organizacja, zwana Chorwackimi Suwerenistami, jest trzecią co do wielkości siłą polityczną w Chorwacji.

Jest Pan przewodniczącym inicjatywy obywatelskiej wzywającej do przeprowadzenia referendum przeciwko wprowadzeniu przez rząd euro jako wspólnej waluty Chorwacji. O co chodzi w tej inicjatywie?

Rząd chce wprowadzić euro bez żadnej debaty, ani w mediach, ani w społeczeństwie. Dzięki tej inicjatywie chcemy doprowadzić do tego, aby chorwacka waluta, kuna, była chroniona artykułem w konstytucji i oczywiście, aby Chorwaci zdecydowali w referendum, czy chcą wprowadzić euro. Jest to również kwestia demokracji, ponieważ nie chcemy rządu, który nie słucha swoich obywateli. Nasze stanowisko jako partii jest jasne: wejście Chorwacji do strefy euro to kolejny krok w kierunku federalizacji Europy i naszego kraju.

W krajach takich jak Hiszpania wprowadzenie euro doprowadziło do znacznego wzrostu cen i spadku wartości wynagrodzeń, choć ówczesny rząd zapewniał, że tak się nie stanie. Czy obawia się Pan, że to samo stanie się w Chorwacji?

Tak, w krajach, w których tak się stało, rezultatem zawsze była utrata siły nabywczej płac. Strata w całej gospodarce może być mniejsza, jak we Włoszech, gdzie wyniosła 1%, ale jeśli spojrzymy na konsumentów, odsetek ten jest znacznie wyższy. Zleciliśmy przeprowadzenie ankiety, aby dowiedzieć się, co Chorwaci sądzą o przystąpieniu do strefy euro. 70% respondentów stwierdziło, że debata nie była wystarczająca, a jedynie 22% opowiedziało się za przyjęciem środka.

W 2018 r. złożono 400 tys. podpisów pod petycją o przeprowadzenie referendum w sprawie podpisania konwencji stambulskiej, ale rząd uniemożliwił przeprowadzenie referendum. Czy coś podobnego mogłoby się zdarzyć w tym przypadku?

Liczba podpisów wymaganych do przeprowadzenia referendum wynosi 10 procent wyborców, w tym czasie było ich około 380 tysięcy. Jednak rząd unieważnił ponad 40 000 podpisów, ponieważ dane były błędne, więc wymagana liczba 10% nie została osiągnięta. Tym razem będziemy bardzo ostrożni, aby zapewnić, że to się nie powtórzy. Rozpoczniemy zbieranie podpisów 24 października i mamy piętnaście dni do 7 listopada na zebranie od 250 000 do 300 000 podpisów. To będą dwa intensywne tygodnie, ale jestem przekonany, że będziemy mieli wsparcie wielu Chorwatów.

W ostatnią niedzielę Pańska partia połączyła siły z innymi organizacjami patriotycznymi, tworząc większą partię. Czy chorwaccy suwereniści to wspólny dom patriotów i konserwatystów?

Tak, nawet jeśli oficjalne połączenie nie zostanie zakończone do przyszłego roku z powodu problemów biurokratycznych, ale poza tym nasze struktury łączą się i tworzą nowe lokalne organy robocze. To połączenie było bardzo potrzebne Chorwacji, ponieważ centroprawica i prawica zawsze były bardzo podzielone, co było bardzo wygodne dla rządu HDZ (Europejskiej Partii Ludowej). Nie było to łatwe, ale zrozumieliśmy, że jest to najlepsze rozwiązanie dla Chorwacji i dla wartości, za którymi opowiadają się nasze partie.

Za czym opowiadają się chorwaccy suwereniści?

Nasz naród musiał zapłacić wysoką cenę za wolność i chcemy tę wolność zachować, dlatego tak ważna jest obrona naszej suwerenności. Chcemy również prawdziwej demokracji, w której reprezentowani są Chorwaci, a upadek euro jest tego dobrym przykładem. Jeśli chodzi o UE, jesteśmy zwolennikami współpracy europejskiej, ale niepokoi nas jej orientacja ideologiczna i chcemy ją zreformować, aby stała się tym, czym była w chwili powstania i aby przywrócić jej wartości chrześcijańskie.

Pańska partia ma doskonałe relacje z PiS. Właśnie wrócił Pan z Polski po spotkaniach z różnymi przedstawicielami rządu i PiS. Czy polski rząd jest dla Pana wzorem do naśladowania?

Tak, polskiemu rządowi udało się wykorzystać Unię Europejską do rozwoju Polski i poprowadzenia kraju do dobrobytu. To zabawne, bo jeśli rozmawiasz ze starszymi Chorwatami o Polsce, na przykład z moimi rodzicami, to oni myślą, że to kraj trzeciego świata, bo tak było czterdzieści lat temu. Dziś Polska jest krajem sukcesu pod względem gospodarczym i każdym innym, i myślę, że całkowicie pozbyła się komunistycznej mentalności, której doświadczała po upadku żelaznej kurtyny. Nie stało się to w Chorwacji. Nadal mamy nauczycieli ekonomii, którzy uczyli planów pięcioletnich w Jugosławii, a teraz uczą kapitalizmu. Zawsze porównuję tę sytuację z Mojżeszem i czterdziestoma latami na pustyni. On nie był stracony, ale to była kwestia zmiany mentalności jego ludzi, aby pokolenie mogło przyjść z nowymi pomysłami. Wierzę, że to nadchodzi w Chorwacji, a naszym celem jest jak najszybsze wprowadzenie tej nowej mentalności.

Czy znasz pracę VOX w Hiszpanii?

Znam je. Podzielamy te same wartości co VOX i jesteśmy w tej samej grupie europejskiej, ECR. Nasz europoseł Ladislav Ilčić odwiedził duże wydarzenie Viva21 w Madrycie i był pod wrażeniem jego organizacji. Jego zdaniem, jest to przykład siły wartości konserwatywnych i patriotycznych w Hiszpanii i Europie. Nie chcemy superpaństwa w Unii Europejskiej, ale suwerennych państw członkowskich, które słuchają woli swoich narodów, a nie biurokratów w Brukseli czy Strasburgu.

Biurokraci, którzy wydają się mieć obsesję na punkcie atakowania Węgier i Polski.

Polacy i Węgrzy próbują przywrócić Unię Europejską do jej korzeni, do współpracy między suwerennymi narodami, a nie współpracy, w której mówi się nam, jak mamy rządzić naszym krajem. To, co robi Komisja Europejska, jest bardzo niebezpieczne: szantażuje polski rząd i grozi wycofaniem środków, ponieważ jego Trybunał Konstytucyjny orzekł, że polskie prawo jest nadrzędne wobec prawa unijnego. Jeśli UE nadal będzie podążać tą drogą, nie będzie już suwerennych narodów.

Co Pan sądzi o nowej grupie europejskiej kierowanej między innymi przez Viktora Orbána?

Myślę, że jest to duży krok naprzód, chociaż uważam, że utworzenie tej grupy nie nastąpi natychmiast, lecz zajmie dużo czasu. Ideologicznie popieramy rząd węgierski, ale prawdą jest również, że mamy pewne różnice w kwestii integracji Serbii i Czarnogóry z UE, ponieważ obawiamy się wpływów rosyjskich w obu krajach.

Chciałam zapytać o upamiętnienie ofiar Tito. W Słowenii nadal istnieje wiele otwartych ran, a polityczni spadkobiercy katów nie chcą pojednania. Czy tak samo jest w Chorwacji?

Oczywiście, stało się to problemem i w każdej dyskusji wszystko jest doprowadzane do skrajności: Ustasze (faszyści) kontra partyzanci (komuniści). W Chorwacji nie jest tak jak w Polsce, a byli komuniści wciąż mają duży wpływ na nasze społeczeństwo, na wydziałach, wszędzie. Tito był niczym innym jak rzeźnikiem własnego narodu, tak jak Stalin był rzeźnikiem narodów Związku Radzieckiego. Ludzie na Zachodzie mają romantyczny obraz Tito, ponieważ nie był on sprzymierzony za żelazną kurtyną, ale nie był lepszy od innych komunistycznych dyktatorów. Zniszczenie narodu chorwackiego i chorwackiej tożsamości jest powszechnie znane, ale nie ma zgody co do tego, że był on zbrodniarzem. Za każdym razem, gdy dyskutuje się o tej kwestii, chorwackie media wyciągają kartę radykalnej prawicy. Uważam, że to pokolenie zmian jest konieczne, aby Chorwacja mogła odzyskać swoje zachodnie i chrześcijańskie wartości.

Ten artykuł ukazał się po raz pierwszy w EL CORREO DE ESPAÑA, naszym partnerze w EUROPEAN MEDIA COOPERATION.


Słowenia jest atakowana przez komisję LIBE

Lewica w Parlamencie Europejskim chce uznać centroprawicowe rządy za przestępstwo, mówi Milan Zver w wywiadzie dla Magyar Hírlap

W Lublanie przebywała delegacja Komisji Praw Podstawowych Parlamentu Europejskiego. Milan Zver, poseł do PE ze słoweńskiej partii rządzącej, powiedział węgierskiemu dziennikowi Magyar Hírlap, że nie oczekuje wyważonej oceny.

Delegacja Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego (LIBE) oraz Komisji Kontroli Budżetowej (CONT), której przewodniczyła holenderska liberałka Sophie in ‘t Veld, spędziła ostatnie kilka dni na badaniu praworządności w Słowenii. Delegacja nie została przyjęta przez premiera Janeza Jansę, który wywołał poruszenie w Brukseli, gdy nazwał niektórych europosłów, w tym Sophie in ‘t Veld, marionetkami Sorosa.

Na wczorajszej konferencji prasowej w Lublanie holenderski polityk powiedział, że instytucje państwowe funkcjonują dobrze, ale skrytykował wrogi i agresywny charakter dyskursu politycznego, który jego zdaniem podważa zaufanie do instytucji. Sophie in ‘t Veld powiedziała, że polityka podzieliła Słowenię na dwa obozy i że ma miejsce dialog głuchych. Kilku dziennikarzy pytało holenderskiego polityka, dlaczego rozmowy odbywały się głównie z lewicowcami, ale in ‘t Veld upierał się, że program był wyważony.

Milan Zver, poseł do PE z rządzącej Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS), powiedział naszej gazecie, że nie ma nadziei, aby wizyta LIBE była dla kogokolwiek użyteczna. Przypomniał, że od początku było jasne, że nie chodzi o obiektywne zbadanie sytuacji słoweńskich mediów, ale o wyrządzenie szkody politycznej rządowi Słowenii.

Eurodeputowany spodziewa się bardzo jednostronnego raportu, który nie będzie miał znaczącego wpływu na politykę wewnętrzną Słowenii, ale może być kolejnym krokiem w kierunku „kryminalizacji centroprawicowych rządów w UE“, co od lat jest celem lewicy PE. Powiedział on, że osobiście nie ma nic przeciwko obiektywnym i dokładnym badaniom sytuacji słoweńskich mediów. W rzeczywistości takie analizy wykazałyby, że ponad 80 procent słoweńskich mediów należy do struktur lewicowych, że istnieje znaczna asymetria i że własność jest bezprawnie skoncentrowana w rękach niektórych lewicowych magnatów prasowych.

W skład delegacji wchodził również Nicolaus Fest z Alternatywy dla Niemiec, który powiedział nam, że podczas podróży nie stwierdzono systematycznych naruszeń praworządności, choć istnieją deficyty w sądownictwie, w walce z korupcją i w ochronie danych, a także bardzo podzielone społeczeństwo i niski poziom dyskursu na Twitterze. Dodał, że sankcje nie są uzasadnione, dopóki instytucje unijne nie chcą odgrywać „ponadnarodowej niańki“.

Ten artykuł ukazał się po raz pierwszy na stronie MAGYAR HÍRLAP, naszego partnera w EUROPEAN MEDIA COOPERATION.